STRONA GŁÓWNA | O FIRMIE | OFERTA | KONTAKT | GALERIA

      <-- powrót

                                                                                    Rzeczpospolita nr 059    2006.03.10


TEMAT TYGODNIA
Kokosy na wysokości

[...]

Odpowiednie podejście

Dariusz Pawlak, właściciel przedsiębiorstwa Wzwyż w Lesznie, przejeżdża rocznie około 100 tys. km, odwiedzając klientów i organizując prace.

- W pierwszym okresie po założeniu firmy, cztery lata temu, objechałem kilkaset zakładów przemysłowych i instytucji w całym kraju. Nawiązałem w ten sposób kontakty, dzięki którym mogę dziś przebierać w zleceniach - podkreśla.

Firma Wzwyż specjalizuje się w wycinaniu wiekowych drzew, grożących wywróceniem się lub złamaniem, w miejscach, gdzie nie można wjechać pojazdem z mechaniczną drabiną lub tzw. koszem. Najczęściej są to stare cmentarze. Pracownicy wspinają się na wierzchołki drzew i wycinają je po kawałku, od góry. Cena takiej usługi zależy m.in. od ryzyka finansowego - wzrasta, gdy pod drzewem są wartościowe nagrobki - i wynosi od 500 zł do 3,5 tys. zł. Ważnym źródłem dochodów firmy, podobnie jak wielu innych przedsiębiorstw wysokościowych, są też prace na masztach telefonii komórkowej. Jest ich w kraju już ponad 10 tys., o wysokości od 60 do 300 m. Wybudowane niedawno, nie wymagają remontów. Ale po wejściu do UE zaczęły u nas obowiązywać unijne przepisy związane z bezpieczeństwem ruchu lotniczego, nakazujące inne ich malowanie. Przemalowanie masztu (odmienny układ białych i czerwonych pasów) kosztuje kilka tysięcy złotych. Wiele firm z tego właśnie ostatnio żyje. Inna grupa przedsiębiorstw wyspecjalizowała się w pracach instalacyjnych na nowych masztach - zajmują się kładzeniem kabli, instalowaniem urządzeń telekomunikacyjnych i lotniczych świateł "przeszkodowych". Te prace uchodzą jednak za mniej intratne. Spore sumy alpiniści zarabiają także na masztach Emitela, służących do transmisji sygnałów telewizyjnych i radiowych - jest ich kilkadziesiąt i mają po ok. 300 m wysokości. A przepisy nakazują przy tak wysokich konstrukcjach m.in. regularne konserwowanie (smarowanie) lin odciągowych.

Tradycyjnym i chyba najpoważniejszym klientem firm wysokościowych jest energetyka. To właśnie w elektrowniach i elektrociepłowniach wznosi się najwyższe kominy (wymagające systematycznych badań, remontów, malowania w pasy, a czasem rozbiórki) oraz potężne chłodnie kominowe. Energetyka to także tysiące liczących dziesiątki metrów wysokości słupów sieci wysokiego napięcia. Sporo pracy dla alpinistów jest również w hutach i zakładach ciężkiej chemii.

Stałym zajęciem firm wysokościowych było kilkanaście lat temu uszczelnianie specjalnym kitem szczelin w budynkach budowanych z wielkiej płyty. Skończyło się, gdy zmieniły się technologie w budownictwie. Przybywa za to wysokościowców, których elewacje trzeba myć i poddawać remontom. To źródło pewnych, choć nie zawsze (m.in. stały się modne zawieszane pomosty, konkurencyjne dla metod alpinistycznych) wysokich dochodów.

- W naszej branży nie ma prawie żadnych stałych, "obowiązujących" stawek. Zwłaszcza gdy chodzi o roboty mniej typowe panuje pełna dowolność. Różnice w wynagrodzeniu za bardzo podobną pracę mogą być nawet pięciokrotne. Wszystko zależy od tego, czy szef firmy potrafi odpowiednio podejść do klienta. Trzeba zorientować się, na co go stać i czy czuje się on mniej, czy bardziej przyciśnięty koniecznością wykonania określonej pracy - wyjaśnia Dariusz Pawlak.

Od owego odpowiedniego podejścia - wynagrodzenia pracowników i inne koszty są zróżnicowane w mniejszym stopniu niż stawki płacone przez klientów - zależy rentowność firm. Przy niektórych kontraktach jest to tylko 5 proc., przy innych nawet 30 - 40 proc. Średnio w dobrze prosperującej firmie wypada ok. 20 proc.

- Od ubiegłego roku większość firm ma dużo więcej kontaktów. Widać, że gospodarka się ruszyła. Każdy, kto ma u siebie coś wysokiego, budynek i maszt, remontuje i konserwuje - twierdzi Dariusz Pawlak.

Zdarzają się jednak odmienne opinie. Ryszard Wójcik z Obornik Śląskich uważa np., że dobre pieniądze w branży wysokościowej, o jakich można było mówić kilkanaście lat temu, bezpowrotnie się skończyły - głównie w wyniku wzrastającej konkurencji i psucia rynku przez nowe przedsiębiorstwa.

GRZEGORZ ŁYŚ

      <-- powrót